Spis:
Godne polecenia:
W te wakacje zaszalejemy. Wybieram się razem z moimi znajomymi nad polskie morze, ale nie po to, aby bezczynnie leżeć na słońcu czy poodbijać piłkę na plaży. Te wakacje będą ekstremalne, ponieważ chcę nauczyć się kitesurfingu. Jako nauczycieli zabieram dwóch moich kolegów, którzy już od trzech lat zachłyśnięci są kitesurfingiem. Oprócz zwykłego bagażu musi się także znaleźć miejsce na deski, latawce i piankę do pływania. Przyznam się szczerze, że tak mnie nakręcili, że już nie mogę się doczekać, a zostały jeszcze trzy tygodnie. Chłopaki stwierdzili, że fajnie by było spróbować na sucho. Myślałam sobie, co oni chcą zrobić, gdzie możemy wypróbować moje umiejętności kitesurfingowe bez wody? Zabrali mnie na niewielkie lotnisko za miastem. Wyciągnęli latawce i deski. Coś mi nie grało. Przecież deska potrzebna do kite jest podobna bardziej do tej snowboardowej, a oni mieli ze sobą coś jakby deskorolkę. Ponieważ widzieli przerażenie w moich oczach, postanowili zacząć od teorii by potem przejść do części praktycznej. Dowiedziałam się czym jest mountainboard. To sport bardzo spokrewniony ze kitesurfingiem tylko odbywa się na lądzie. Zasady są niemal identyczne. Kiedy już poznałam podstawy teoretyczne mountainboard, trzeba było pokazać się w akcji. Latawce chłopaków pięknie wzbijały się w powietrze. Mój był jakiś oporny. Podjęłam wiele prób, aż w końcu coś zaczęło się udawać. Byłam z siebie dumna, że pojęłam mountainboard od strony praktycznej. Przyznam się szczerze, że mnie wciągnęło. Czekam z niecierpliwością na kolejny trening, ponieważ chłopaki obiecali mi, że jeszcze wybierzemy się na mountainboard przed wyjazdem na kite. Chyba zaczynam ich rozumieć, dlaczego ten sport zajmuje im każdą wolną chwilę. Połknęłam bakcyla, mimo iż wiem, że przede mną jeszcze sporo nauki, zanim będę mogła powiedzieć, że jestem w tym dobra. Wciąż odliczam dni do naszego wyjazdu nad morze. Tam dopiero się będzie działo. Jedno jest pewne, nie trzeba mnie już namawiać do tego sportu. Czuję, że mam nowe hobby.